05.28 Święty German z Paryża, biskup
- 28.05.2012
- Święci na każdy dzień
- 2373 Czytań
Święty German, wielki swego czasu cudotwórca, przyszedł na świat w Burgundii około roku Pańskiego 498. Gdy podrósł, oddany został do szkół w miasteczku Awalon, wraz z rówieśnikiem i stryjecznym bratem swoim, imieniem Stratydiasz. Obydwu czekał znaczny majątek po bogatym stryju, wskutek czego matka Stratydiasza, chcąc go w całości zapewnić swojemu synowi, postanowiła otruć Germana. Opatrzność Boska dopuściła jednak, że służąca, która mu miała zadać truciznę, pomyliła się i napój nią zaprawiony podała Stratydiaszowi. Po tym wypadku German opuścił dom ciotki i udał się do brata ciotecznego Skupiliona, bardzo pobożnego kapłana, który ze szczególniejszą żarliwością i chęcią usposobił jego serce do cnót i wszelkich dobrych uczynków. Po pewnym czasie German wstąpił do klasztoru pod wezwaniem świętego Symforiana w Autun, i taką sobie pozyskał miłość, zaufanie i znaczenie wśród braci, iż wkrótce, mimo że był jeszcze młody, obrano go opatem. Szybkie wyniesienie w niczym go nie zmieniło, przeciwnie, nawet tym większą zaczął odtąd jaśnieć pokorą i zaparciem się siebie samego, miłością Boga i ofiarnością względem ubogich. Nocami długie godziny trawił na modlitwie, a w dzień udzielał jałmużny i wyświadczał dobrodziejstwa, często pozbawiając się dla ubogich kawałka chleba.
Pewnego dnia zakonnicy zaczęli szemrać, że German rozdał między ubogich wszystkie zasoby klasztorne. German uprosił sobie jedną godzinę cierpliwości i udał się do kościoła, aby błagać Ojca Niebieskiego o chleb - i oto zanim godzina minęła stanęły u wrót klasztornych dwa obładowane muły z żywnością, które przysłała pewna miłosierna wdowa; na drugi dzień ofiarowano znowu do klasztoru dużo zapasów skądinąd, co tym Twardziej wzmogło wiarę w świątobliwość opata.
Doprowadziwszy klasztor do najwyższego stopnia rozkwitu, musiał German w roku 559 przyjąć godność biskupa Paryża. Panowały tam wówczas występki, ale mimo to jego pobożność i ofiarność wielu ludziom przynosiła zbawienie i błogosławieństwo. Tajemnica jego wpływu spoczywała w głębokości jego pokory, a słowa Jezusa: "Który jest większy z was, będzie sługą waszym" (Mat. 23,11), ożywiały go tak dalece, że wszystkim chciał służyć, aby wszystkich dla Chrystusa pozyskać. Dobrocią serca zjednywał sobie powszechną życzliwość, a kazaniami i głęboką nauką przywodził wszystkich do pokuty i do poprawy. Nawet król Childebert, który przedtem dawał zgorszenie ludowi, a skutkiem modlitwy Germana w krótkim czasie został uzdrowiony z nieuleczalnej choroby, przekonał się o jego świątobliwości i nie tylko oczyścił swój dwór z wszelkiego zgorszenia, ale nawet znaczne sumy zaczął dawać na ubogich i klasztory, aby tym sposobem zadosyćuczynić za popełnione grzechy.
Następca Childeberta, król Klotar, był zrazu dumny i pogardliwy wobec biskupa, ale gdy wkrótce ciężko zachorował, musiał się wyrzec pychy i wezwać jego pomocy. German, który nie wiedział co to gniew, pośpieszył na wezwanie chorego, a gdy go okrył swoim biskupim płaszczem, choroba natychmiast ustąpiła. Odtąd i ten król zapałał miłością i czcią ku wielkiemu słudze Bożemu i ich stosunki, zrazu zimne, zmieniły się w jak najserdeczniejsze.
Po śmierci Klotara synowie podzielili królestwo na cztery części. Charibert, któremu w udziale przypadł Paryż, był charakteru burzliwego, wypędził prawą małżonkę, a żył z innymi kobietami i dawał jak największe zgorszenie.
German prośbą i groźbą starał się skłonić króla do usunięcia tego zgorszenia, a gdy wszystko zawiodło, nie bacząc na niebezpieczeństwo wyklął go z Kościoła. Charibert i jego zausznicy szydzili z klątwy i dalej dopuszczali się występków, ale kara ich nie minęła. Król nagle umarł, a wkrótce po nim pomarli główni towarzysze jego występków, tak że lud poznał, iż napomnień Bożych lekceważyć nie należy.
Po śmierci Chariberta bracia jego Zygbert I i Chilperich wiedli kłótnie o posiadanie Paryża, a żony ich, znane ze swej złośliwości kobiety, Brunhilda i Fredegunda, podniecały jeszcze z szatańską złością płomień niezgody pomiędzy braćmi, który wkrótce zamienił się w wojnę bratobójczą.
W tym smutnym czasie, pełnym objawów rozpasanych namiętności, świeciła niezwykłym blaskiem zarówno mądrość Germana, jak i jego świątobliwość. On był pociechą cierpiących, podporą znękanych, a dom jego miejscem schronienia dla wszystkich uciśnionych.
Do Zygberta I jakby duchem proroczym natchniony napisał: "Jeżeli, królu, pogodzisz się z bratem, to pokonasz wszystkich nieprzyjaciół twoich, ale jeżeli czyhać będziesz na jego życie, to ujmie cię sprawiedliwość Boga w swoje ramiona i umrzesz, zanim zdołasz wykonać swoje zbrodnicze plany". Jak napisał, tak się też stało, gdyż Zygbert I zginął z ręki skrytobójcy, którego nasłała na niego Fredegunda, żona brata.
Mimo nieustannych trosk i znojów, jako też czuwania nad dobrem swych owieczek i pokuty samemu sobie zadawanej, doszedł German do osiemdziesiątego roku życia - po czym z Niebios uzyskał objawienie, że śmierć jego jest bliska. Pełen radości napisał na klęczniku: "Dnia 28 maja!" Nikt nie wiedział co to znaczy i dopiero śmierć biskupa zagadkę tę rozwiązała. Było to w roku 576.
Grób Germana wsławiły liczne cuda. Święte jego zwłoki przechowywano do roku 1793, czyli do czasów wielkiej rewolucji, w Paryżu w opactwie Saint-Germain, w srebrnej trumnie, ozdobionej 260 klejnotami i 197 drogocennymi perłami. W wspomnianym roku rewolucjoniści, powodowani chciwością i chęcią rabunku, złupili wszystkie owe kosztowności, wskutek czego odtąd ciało św. Germana w mniej cennej trumnie spoczywa.











