Świetlica Karoliny
- 21.10.2015
- Cudowne historie - "Dzieci Pana Boga"
- 2655 Czytań
Co tak bardzo zainteresowało współczesną młodzież i dorosłych? Czy tylko jej okrutna i tragiczna śmierć w czasie wojennej zawieruchy w połowie listopada 1914 roku w obronie swojej czystości?
Karolina pochodziła z ubogiej, pracowitej i pobożnej rodziny. Była pilną i wzorową uczennicą. Ze szczególnym zamiłowaniem uczyła się religii. Nabytymi umiejętnościami chętnie dzieliła się z innymi. Pod wpływem wuja Franciszka Borzęckiego angażowała się w działania społeczne i apostolskie. Wiele godzin spędzała w bibliotece i świetlicy, gdzie przychodzili dorośli, młodzież i dzieci. Wuj organizował kształcące dyskusje, wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych i religijnych, recytacje utworów wieszczów. W tych działaniach Karolina odnajdywała się znakomicie. Jak urodzona katechetka działała wszędzie, gdzie mogła. Uczyła inne dzieci, śpiewała z nimi, odmawiała różaniec. Wrażliwa na potrzeby ludzi chorych i starszych, odwiedzała ich systematycznie, pomagając w codziennych pracach, służąc tak, jak potrafiła. Zaspokajała ich potrzeby religijne i głód wiedzy, czytała na głos czasopisma. Ciężko chorych przygotowywała do przyjęcia wiatyku.
Karolina angażowała się też gorąco w działalność Towarzystwa Wstrzemięźliwości, próbując pomóc ludziom dotkniętym przez nałóg alkoholizmu i ich rodzinom. Siły i mądrości szukała w grupie Apostolstwa Modlitwy i Arcybractwie Adoracji Najświętszego Sakramentu.
Zadziwiająco bogate było codzienne życie młodziutkiej Karoliny w podtarnowskiej wsi na lewym brzegu Dunajca. Służąc innym w świetlicy, szkole, domu, była małym światełkiem, które pomagało ludziom w codziennych trudach, dawało ukojenie i radość z wspólnego śpiewania, modlitwy czy kształcącej lektury.
Taką właśnie Karolinę spotykamy w listopadowy dzień 1914 roku, kiedy rosyjski żołnierz, grożąc karabinem, każe odejść jej ojcu. Jeszcze zdoła krzyknąć: "Tato, nie odchodź!': Ponaglana agresywnie przez żołdaka, ostatnim spojrzeniem żegna oddalającego się przerażonego ojca. Wielką próbę chrześcijańskiej odwagi przechodzi wzorowo, jak całe swoje dotychczasowe życie. Jej martwe ciało leżące w zamarzniętej krwi odnajduje po paru dniach sąsiad Kózków, a dzień jej pogrzebu staje się przejmującym początkiem kultu małej, prostej dziewczyny, pilnej uczennicy, oddanej córki, pomagającej innym apostołki i katechetki, młodziutkiej męczennicy dziewczęcej niewinności.











