Tradycja i ambicja
- 05.07.2015
- Historia
- 2365 Czytań
Te zielone zabytki znajdują się obok dawnego zamku, a raczej obok teraźniejszego gruzowiska. Pierwszym właścicielem zamku ( wraz z gruntami uprawnymi ) był pan Von Donoth ( około 1765 roku ). Później majątek stanowił dobra rycerskie, należące do hrabiego von Horerden. Kolejnym właściciele staje się Ernest von Hoenika. Majątek ten w tym czasie stanowi 344 ha. W latach 1889 – 1909 znów zmienia właściciela. Tym razem zamek wraz z gruntami obejmuje baron Hans Walter von Teichman – logischen z zamku Dombrawka. W roku 1912 majątek odkupuje hrabia Charol Neugebauer.
Od kilkuset lat w wiosce mieszkali osadnicy niemieccy, a znikomą mniejszość stanowiły rodziny polskie. Folwark przed II wojną światową był zmechanizowany. Koni używano tylko do powozów. Właściciel prócz inwentarza i pięknego magnackiego zamku, posiadał także kilkunastu hektarowy park – ogród.
Podobno ostatni właściciel folwarku wiedząc o zbliżającym się froncie rosyjskim, co pewien czas wywoził za granicę różne klejnoty, dobra materialne, chcąc w ten sposób zapewnić sobie spokojne życie za granicą. Pewnej nocy, gdy atak Rosjan był nieunikniony, wezwał do siebie dorożkarza i kazał wieźć się w stronę granicy. Dorożkarz opowiedział później niesamowitą historię. Otóż, gdy powóz zbliżał się do granicy, konie zaczęły zachowywać się dziwnie niespokojnie. Ta zmiana ich w zachowaniu zaniepokoiła również woźnicę. Nagle pojawiła się ogromna chmura dymu, a gdy powóz zatrzymał się wewnątrz nie było już hrabiego. Niektórzy traktują to jako zmyśloną historię, która miała zatuszować ucieczkę hrabiego za granicę i usprawiedliwić dorożkarza.
Po zakończeniu wojny żona pana Neugebauera wraz z dziećmi również wyjechała. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że przez wszystkie lata od zakończenia wojny, gdy Niemcy odwiedzają Wierzbnik – nikt nie dowiaduje się o losy zamczyska.
Nasuwa się pytanie, kto zniszczył zamek? Sądząc z ilustracji był bardzo piękny. No cóż, przede wszystkim budowlę zniszczyli Rosjanie, jak zresztą prawie wszystko, co było wtedy niemieckie. Jednak ruiny zamku ostały się po wojnie do lat 60. Kiedy odkryto, że pod zamkiem są studnie, a dzieci bawiły się w ruinach. Postanowiono zrównać je z powierzchni ziemi.
W roku 1987 PGR Wierzbnik zaczął budować obok zamku oczyszczalnię ścieków. Potrzebowano wtenczas gruzu do utwierdzenia gruntu, wygodnie było posłużyć się gruzem z zamku. Podczas kopania robotnicy natrafili na pierwsze znalezisko. Były to wisiorki z żyrandola, skorupy dzbanów ręcznie malowane z XVI wieku, jak orzekli archeologowie z Brzegu, znaleźli również srebrne klamki i pieniądze. Najstarszy pieniądz srebrny pochodził z roku 1602 z mennicy we Wrocławiu.
Gdy skończyli oczyszczalnię ścieków, na którą pieniądze pochodziły z Kombinatu Grodków, na terenie pozostałości po zamku w latach 80 zaczęto konstruować strzelnicę. Jej budowa została przerwana z polecenia komisji, która chciała zapobiec dalszej dewastacji na zabytkowym terenie. Obok zamku znajdowały się również grobowce. Jeden z nich został wówczas uszkodzony, lecz co tam odkryto – jest tajemnicą.
Jak prawie każdy zamek ten również posiadał podziemia. Istnieją cztery wersje mówiące o tym, gdzie one prowadzą, lecz trudno powiedzieć, która z nich jest prawdziwa. Pierwsza wersja mówi, że podziemia prowadzą spod zamku do grobowców, druga, że z zamku do Kościoła, trzecia – że zamku do Osieka Grodkowskiego, czwarta – że z zamku do Kopic.
Po wojnie ruiny zamku przyozdabiały dwa mosiężne lwy. Co się z nimi stało? Pytani o to mówią, że poszły na spacer i już nie powróciły na swe dawne miejsce. Skoro pana Neugebauera porwali diabli, to dlaczegożby lwy nie mogły pójść sobie na spacer? Tak samo tajemniczo zniknęły inne rzeźby z parku np. żeliwne jelenie. Rycerz w zbroi też gdzieś sobie poszedł. Pozostały jedynie kamienne kolumny.
Teraz obok gruzowiska stoi hydrofornia i oczyszczalnia ścieków, a teren jest zarejestrowany jako zabytek. Jedno nie musi przeszkadzać drugiemu, chociaż coś tu nie gra, skoro za śmietniki służą grobowce! Można w nich znaleźć puszki, opakowania po środkach ochrony roślin itp.
Drugim obiektem zabytkowym w Wierzbniku jest kościół parafialny pod wezwaniem św. Michała. Kościół był już wzmiankowany w XIV wieku. W tej gotycko – barokowej budowli znajduje się rzeźba Madonny z pocz. XVII wieku i wiele innych drogocennych rzeźb.
Wokół kościoła rozciąga się cmentarz niemiecki, na którym można się doszukać także nazwisk polskich np. Paul Uleske ( 24.08.1914 ), Res. Fr. Uleske ( 09.04.1916 ), Karl Janek ( 07.10.1916 ), Res. Karl Gajda ( 04.06.1918 ), Enst Kolbe ( 15.07.1916 ).
Po wojnie utworzono we wsi Urząd Gminy, otwarto bibliotekę publiczną i przychodnię. Jednak po zmianach, jakie zaszły w Wierzbniku, pozamykano je lub przeniesiono do innych miejscowości.
Ostatnim poważnym, a zarazem kosztownym osiągnięciem Wierzbnika jest naprawa organów pneumatycznych. Nastawa tego instrumentu pochodzi z XVIII wieku. Proboszcz Wierzbnika ks. Czesław Kocoń wraz z mieszkańcami apelują do ludzi dobrego serca o wsparcie finansowe, szczególnie z wielką prośbą zwraca się do firm. Całkowita naprawa szacowana jest na kwotę miliarda złotych.
Ksiądz Kocoń jest dopiero od trzech lat proboszczem parafii, ale zrobił dużo, naprawdę jest bardzo przedsiębiorczy. Przykłady? Proszę bardzo. Wydaje miesięcznik społeczno – katolicki „Zwiastun”. Martwi księdza tylko fakt, że z biegiem czasu zmniejszył się nakład z 250 do 200 egzemplarzy. Wyremontowano dachy na kościołach w Wierzbniku i Jankowicach Wielkich. Wstawiono troje nowych drzwi do kościoła w Wierzbniku, osuszono zakrystię.
Ksiądz jest także opiekunem „Caritas” i „Stacji Opieki” w Grodkowie oraz Katolickiego Stowarzyszenia Niepełnosprawnych ( koło w Grodkowie ), a ponadto jest duszpasterzem rolników w dekanacie grodkowskim. Organizuje konkursy plastyczne, w czym pomaga księdzu pani Teresa Basiura, nauczycielka plastyki w szkole podstawowej, prowadzi kronikę parafialną. Ksiądz również organizuje festyny, z których dochody są przeznaczone na organy. Dodać jeszcze trzeba zorganizowanie spotkań Dzieci Maryi ze scholą. Ogromny udział w tych spotkaniach ma katechetka – Brygida Roter, która również jest organistką.
Prosperują nieźle dwie „korporacje” Wierzbnika. Jedna to spółka, która została przekształcona z dawnego PGR. Kierownikiem jest pan Marek Krysiak. Zajmuje się ona uprawą ziemi, a także hodowlą trzody chlewnej i bydła wypasowego. Spółka liczy więcej hektarów od spółdzielni RSP, której prezesem jest pan Józef Sabok, zajmujący to stanowisko od 26 lat. Jest on także kierownikiem Straży Pożarnej w Wierzbniku. Ostatnio najmłodsi strażacy zdobyli dwa puchary na rozgrywkach w Tarnowie Grodkowskim.
Obecnie panu Józefowi Sabok przybyła nowa funkcja, gdyż został wybrany na radnego. Widocznie mieszkańcy darzą go dużym zaufaniem. W planach ma budowę boiska, a w dalszej przyszłości urządzenie kortu tenisowego i basenu.
W Wierzbniku nie brakuje ludzi przedsiębiorczych, jak np. gospodarze: pan Początek, pan Waliduda, pan Furdykoń, pan Żyłka, lub też pan Kaletnik, który ostatnio powiększył wieś o jeszcze jeden – już czwarty – sklep spożywczy. Życzyć by należało mieszkańcom Wierzbnika zrealizowania wszystkich planów i marzeń.
Maria Szlufik, Gazeta Grodkowska Rok 1994 str. 13-14











