deutsch polski
Nawigacja
Nawigacja
Artykuły » Cudowne historie - "Dzieci Pana Boga" » Sztandar małego Jose
Sztandar małego Jose
Napisane przez 15.10.2015 - 335 czytań - printer
Jose Luis Sanchez del Rio miał 14 lat, kiedy 10 lutego 1928 roku wykrzyknął: "Niech żyje Chrystus Król!", i umierając zakreślił własną krwią znak krzyża. Oprawcy byli pewni, że w ten sposób pozbyli się w końcu małego, upartego cristeros, a pozostałym dali odpowiednią nauczkę. Jednak znaku krzyża ze spalonej słońcem meksykańskiej ziemi nie udało się zmazać. Mały Jose został beatyfikowany przez papieża Benedykta XVI 20 listopada 2005 roku jako jeden z trzynastu meksykańskich męczenników. Znak krzyża i jego ostatni okrzyk stały się sztandarem, który powiewa tam do dzisiaj - niepokonany jak mocna wiara małego Jose.

A wszystko zaczęło się w 1926 roku podczas powstania cristeros. Mały Jose nie mógł usiedzieć w domu, kiedy jego bracia i inni bojownicy walczyli o swoją wiarę i możliwość swobodnego jej wyznawania. Dzięki swemu uporowi i determinacji, mimo początkowego sprzeciwu rodziców oraz samego dowódcy powstańców gen. Mendozy, został przyjęty do oddziału. Jego zadaniem nie była walka, ale zaszczytny obowiązek noszenia sztandaru z napisem: Viva Cristo Rey! (czyli: "Niech żyje Chrystus Król!") i wizerunkiem Matki Bożej z Guadalupe. Żołnierze, nieświadomie przepowiadając jego męczeństwo, nadali mu to samo imię, które nosił Tercjusz, mały chłopiec żyjący w starożytnych czasach, który zginął, broniąc Eucharystii przed profanacją.

W czasie walk z wojskami federalnymi 25 stycznia 1928 roku Jose oddał swojego konia dowódcy powstańców. Uratował w ten sposób generała, ale sam dostał się do niewoli. Wówczas zaczęła się dla niego prawdziwa walka na śmierć i życie.

Jose znalazł się w więzieniu, na które zamieniono sprofanowany kościół katolicki. Miejscowy radny proponował mu wstąpienie do szkoły wojskowej, aby w ten sposób mógł się uratować. Odmówił jednak przejścia na stronę wroga i wyrzeczenia się swoich ideałów oraz hasła wypisanego na powstańczym sztandarze. W liście z więzienia do rodziców napisał:

"Moja kochana mamo, zostałem schwytany podczas dzisiejszej bitwy. Myślę o chwili, kiedy przyjdzie mi umrzeć. Nic to jednak, mamo. Powinnaś zgodzić się z wolą Pana Boga. Umieram szczęśliwy u boku naszego Pana. Nie chcę, żebyś się martwiła moją śmiercią.

( ... ) Odwagi! Udziel mi swego błogosławieństwa razem z błogosławieństwem ojca. Pozdrów wszystkich ostatni raz. Otrzymacie serce Waszego syna, który Was oboje kocha i chciałby zobaczyć Was jeszcze przed śmiercią”.

Miejscowy żandarm zadawał Jose systematycznie fizyczne i psychiczne tortury, chcąc złamać jego odwagę. Jeszcze w dniu wykonania wyroku śmierci naciął mu skórę na stopach i zmusił do przejścia po soli. Chłopiec, idąc na cmentarz, z trudem powstrzymywał łzy bólu odczuwanego przy każdym kroku. Szedł z wolna, zostawiając na ziemi krwawe ślady. Kiedy stanął nad wykopanym dla niego grobem, żandarm dał mu jeszcze ostatnią szansę ratowania życia pod warunkiem wyrzeczenia się Jezusa. W odpowiedzi Jose krzyknął: "Niech żyje Chrystus Król!". Padły strzały. Upadając, zakreślił własną krwią znak krzyża, a w ostatnich obrazach ziemskich wspomnień widział sztandar z wizerunkiem uśmiechniętej ciepło Matki Bożej z Guadalupe i swój sztandar, którego tak pilnie strzegł na polu walki ...

M. Krzyszkowski, „Dzieci Pana Boga”, wyd. Rafel, rok 2015 str. 5-7

Materiały na stronie są własnością Parafii Wierzbnik © 2011 - 2019                     Projekt i opieka webmasterska Apis © 2011 - 2019
rm lumen trwam plus nasz dziennik gosc niedzielny
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones. Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 2016       Google PageRank Checker