Towarzystwo Niepokalanej małego Dominika
- 15.10.2015
- Cudowne historie - "Dzieci Pana Boga"
- 2323 Czytań
Ten mały chłopiec był szczególnie przywiązany do Matki Bożej. To właśnie Ona i Anioł Stróż towarzyszyli mu w długiej codziennej drodze do kościoła, ucząc bezgranicznej ufności. Bardzo wcześnie, jak na owe czasy, Dominik przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej. Jego upór przekonał księdza proboszcza, który udzielił mu tego upragnionego sakramentu. Wtedy też spisał i złożył na ołtarzu swoją młodzieńczą deklarację: "Maryjo, ofiaruję Ci swoje serce. Spraw, aby zawsze było Twoim. Jezu i Maryjo, bądźcie zawsze moimi przyjaciółmi. Błagam Was, bym raczej umarł, niż miał przez nieszczęście popełnić choć jeden grzech.
Po jednym z wielkopostnych kazań swego wielkiego duchowego patrona, ks. Jana Bosko, Dominik postanowił zostać świętym. Początkowo, przejęty tym wewnętrznym powołaniem, popadł w dziecięcą melancholię. Marzył o świętości, którą osiągnie poprzez samotność, pokutę, umartwienia, długie modlitwy. Oddalił się od przyjaciół, stał się smutny, co budziło niepokój ks. Bosko. Odbył więc z nim poważną rozmowę i wyjaśnił małemu zapaleńcowi, że droga do świętości w przypadku takiego chłopca jak on ma wyglądać zupełnie inaczej. "Musisz być wesoły, dobrze wypełniać swoje obowiązki szkolne, właściwie przeżywać sakramenty i modlitwę. Przede wszystkim zaś nigdy nie zapominaj o zabawie z rówieśnikami" - powiedział.
To wystarczyło Dominikowi. Taka droga wydała mu się o wiele łatwiejsza i bliższa jego wesołej, dziecięcej naturze. Postanowił założyć wraz z kolegami Towarzystwo Niepokalanej. Stał się małym apostołem dla innych chłopców. Próbował ich przeciągnąć na stronę Jezusa w wesołej zabawie, rozmowie, wspólnej modlitwie. Był bardzo lubiany przez kolegów i miał na nich bardzo dobry wpływ. Potrafił ich namówić do wspólnego odwiedzenia kaplicy, która znajdowała się blisko placu zabaw. Postawił ją tam specjalnie ks. Bosko, aby ułatwić chłopcom wspólną modlitwę. Dominik zachęcał również przyjaciół do rywalizacji w pełnieniu dobrych uczynków i do radosnego okazywania dobroci.
Kiedy w oratorium pojawił się nowy chłopiec, Dominik, widząc jego zakłopotanie i lęk przed nowym miejscem, mówił do niego: "Musisz wiedzieć, że u nas świętość polega na tym, żeby być bardzo wesołym" Nie był nachalny, raczej dyskretnie i z wyczuciem starał się wpływać na kolegów czy spotkanych przypadkowo ludzi. Jego otwartość, niewinność i dziecięca radość potrafiły zauroczyć: To była jego naj mocniejsza broń.
Dominik umarł bardzo wcześnie. Z żalem opuszczał swoich przyjaciół. Odchodząc, powiedział jeszcze czuwającemu i modlącemu się przy nim ojcu: "Do widzenia, ojcze! Do widzenia! O, jakie piękne rzeczy widzę!". Mały Dominik Savio - radośnie otwarty aż do końca, widzący przede wszystkim to, co piękne dokoła, to, co piękne w drugim człowieku, potrafiący w ten sposób zmiękczyć najtwardsze serca.











