Z Norylska do Skorogoszczy
- 11.05.2015
- Historia
- 2319 Czytań
Szesnaście osób to duża grupa. Zwłaszcza gdy dodamy do tego jeszcze parafię św. Antoniego w pobliskim Tałnachu. Obie te wspólnoty liczą około 80 katolików. Trzeba jeszcze powiedzieć, że pod opieką duszpasterską ks. Andrzeja Grondowskiego znajduje się kolejnych 30 parafian, zamieszkujących osiem wiosek położonych wzdłuż Jeniseju, na obszarze około dwóch tysięcy kilometrów! W pracy duszpasterskiej wspiera go ks. Marek Szpunar pochodzący z diecezji rzeszowskiej. Szesnaście osób to zatem 15 procent katolików zamieszkujących tamte przepastne tereny.
„Bardzo długo, ponad rok, przygotowywaliśmy się na ten wyjazd. To dla nich wielkie wydarzenie” – wyjaśnia ks. Andrzej Grondowski. Już dawno musieli sobie pozałatwiać urlopy, paszporty, wizy. Dla większości z nich to był pierwszy wyjazd do tej części Europy. W grupie tej znaleźli się jedna emerytka, student politechniki w Petersburgu, czterech uczniów szkoły podstawowej i dziesięć osób dorosłych, zatrudnionych w potężnym kombinacie wydobywczym. Z Norylska wylecieli samolotem do Moskwy, a stamtąd pociągiem do Katowic. W Polsce przebywalidziewięć dni.
Pielgrzymkę rozpoczęli w Skorogoszczy, która zresztą stała się ich bazą. Dlaczego? Tamtejsza parafia św. Jakuba jest „pierwszą miłością” ks. Andrzeja Grondowskiego. Tak zwykło nazywać się pierwsze placówki wikariuszowskie. Tam młodzi księża pozostawiają najwięcej serca. Tak chyba też jest w przypadku ks. Andrzeja. Zresztą gościnność, jaką okazali parafianie ze Skorogoszczy, mówi sama za siebie.
W Skorogoszczy goście z Norylska uczestniczyli w odpuście parafialnym ku czci św. Jakuba, a ich proboszcz przewodniczył uroczystej Sumie odpustowej, sprawowanej w językach polskim i rosyjskim. Stamtąd wyjeżdżali zwiedzać Wrocław, Opole, Górę Świętej Anny, Częstochowę i Kraków. Celem ich pielgrzymki było nawiedzenie sanktuariów na Jasnej Górze i w Krakowie Łagiewnikach. Wreszcie chcieli poznać ziemię rodzinną swojego proboszcza i podziękować dobrodziejom. „Bardzo zależało im, aby odwiedzić szczególnie Jasną Górę i Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Kult Bożego Miłosierdzia jest na Syberii bardzo żywy. W najmniejszych chatach, które kilka lat temu odwiedzałem na Syberii, wiszą obrazki z napisem „Jezu, ufam Tobie” – wyjaśnia Krzysztof Tomczak.
Dobrzy ludzie
Takich w Skorogoszczy nie brakuje. To m.in. dzięki nim ta pielgrzymka mogła dojść do skutku. Raz w roku zbierana jest tam kolekta na potrzeby parafii w Norylsku. Ponadto są osoby indywidualnie wspierające misje na Syberii. Koniecznie w tym miejscu trzeba wymienić cytowanego wyżej Krzysztofa Tomczaka, szefa parafialnego zespołu Caritas w Skorogoszczy. Znany jest szeroko ze swej społecznej działalności. „Pan Tomczak jest bardzo zaangażowany, kilka razy dziennie odwiedza naszych gości i czuwa, aby ich pobyt był udany” – podkreśla Ewa Rogula-Rainczak, dyrektor domu dziecka w Skorogoszczy. Pracownicy i pensjonariusze tej placówki to również dobrodzieje pielgrzymów z dalekiej Północy. W swoim domu podjęli ich ze staropolską gościnnością. To właśnie ich dom stał się przytulnym hotelem na cały czas pobytu gości z Rosji w Polsce. Sporej grupie mieszkańców Skorogoszczy zależało, aby ich niecodzienni goście dobrze czuli się na polskiej ziemi. Wśród nich znaleźli się właściciele Gospodarstwa Rolnego Przecza, którzy zorganizowali wspaniałe przyjęcie z pieczonym prosiakiem, ciastem i napojami. Polacy i Rosjanie prowadzili interesujące rozmowy, śpiewali polskie i rosyjskie piosenki, tańczyli. Aż żal było kończyć sympatyczne spotkanie, ale rano następnego dnia czekał ich kolejny wyjazd.
Pielgrzymi z Norylska mieli czas wypełniony co do minuty. Zwiedzając Opole, spotkali się z opolskim biskupem pomocniczym Pawłem Stobrawą i dyrektorem Caritas Diecezji Opolskiej ks. prałatem Arnoldem Drechslerem. Trzeba jeszcze dodać i to, że znaleźli się na „celowniku” opolskich mediów. Lokalne tygodniki, radio i telewizja poświęciły im nieco uwagi. Dlatego wizyta u nas zapadnie im na długo w pamięci i – jak zapewniali mnie na przyjęciu w Przeczy – będą na miejscu, w domu, jeszcze długo rozpamiętywać pobyt w Polsce.
Co słychać u ks. Andrzeja?
„Od stycznia tego roku zmieniły się przepisy meldunkowe i wizowe dla przybywających do Norylska. Można tam przebywać tylko trzy miesiące, następnie trzeba wyjechać z miasta, załatwić przepustkę i nowy meldunek na kolejne trzy miesiące, i wtedy można wracać z powrotem” – wyjaśnia ks. Andrzej Grondowski.
„Mamy w Norylsku nową kaplicę, znajdującą się w bloku budowanym przez zesłańców” – mówi Halina Winiarska. Kaplica mieści wszystkich katolików z miasta. W styczniu 2004 roku została ona pobłogosławiona przez biskupa Cyryla Klimowicza z Irkucka. „Była to historyczna, bo pierwsza wizyta pasterska biskupa w Norylsku” – wyjaśnia ks. Andrzej. Podczas swego pobytu bp Cyryl ochrzcił jedno dziecko i udzielił sakramentu bierzmowania. Na pytanie, czy powstanie w Norylsku w najbliższym czasie kościół lub wolno stojąca kaplica, ks. Grondowski mówi: „Biorąc pod uwagę liczbę parafian i niekorzystny układ związany z wizami, nie planujemy budowy osobnej kaplicy. Obecna kaplica, odpowiada dotychczasowym potrzebom i budowanie nowej byłoby nierozsądne”.
W kaplicy odprawiana jest codziennie wieczorna Msza św. w języku rosyjskim, natomiast raz w tygodniu – zawsze w soboty – Eucharystia jest sprawowana w języku polskim. W niedziele Msza św. jest o godz. 12.00. Ponadto ks. Andrzej prowadzi katechezy w trzech grupach: dla maluchów, dla dzieci przygotowujących się do I Komunii św. i dla młodzieży przed bierzmowaniem. Odbywają się też sobotnie spotkania dla ministrantów, a latem wypady w teren, głównie z młodzieżą, do tundry lub w pobliskie góry.
Raz do roku ks. Andrzej odwiedza katolików zamieszkujących osiem wiosek położonych wzdłuż Jeniseju. Kolejno odwiedza: Potapowo, Igarkę, Wierchnie Imbatskoje, Turuchańsk, Bachte, Worogowo, Jarczewo i Bakłaniche. W każdej z tych wsi przebywa trzy dni: spowiada, udziela sakramentu chorych i celebruje Eucharystię. Trzeba powiedzieć, że mieszkańcy tych wiosek praktycznie raz do roku spotykają kapłana, i są to zazwyczaj ludzie w podeszłym wieku. Taka wyprawa Jenisejem trwa około miesiąca, a jej trasa liczy około dwóch tysięcy kilometrów.











